wtorek, 9 kwietnia 2013

Wolne Miasto


W tawernach portów na całym świecie spotkać możecie ludzi, których twarze mówią o ich życiu, nawet wtedy, gdy odwykłe od rozmów usta zaciśnięte są w milczeniu. Zorane bruzdami zmarszczek, nękane niezliczonymi sztormami i przypiekane palącym słońcem; niekiedy noszące blizny, o których pochodzeniu nie chcielibyście wiedzieć. Być może będąc o jedną porcję grogu za daleko zagadniecie ich, bądźcie wtedy gotowi na historie, które sprawią, że wasze żyły pokryją się szronem, jak burta kutra w listopadowy poranek, na długo przed wschodem słońca.

Tysiące tych twarzy odbijają się w Gdańsku, jak ołowiane chmury w malachitowej powierzchni morza, na nieskończenie krótki moment przed pierwszą wiosenną błyskawicą. Nikt nie zliczy, ile razy mury tego portu, niegdyś jednego z najwspanialszych na całym świecie, zachlapane były krwią. Krwią mieszczan, Krzyżaków, buntowników i religinych fanatyków.

Wizyta w Gdańsku była dla mnie wspaniałym przeżyciem, zwłaszcza że bez problemu dotarłem do zakątków, które pokazały mi, że wśród stłoczonych wokół wiekowych uliczek nadętych kamienic, bezczelnie rażących blichtrem i przesadnym bogactwem, wśród ogromnych kościołów i pałaców, nadal doświadczyć można prawdziwego piękna.

Na Długim Targu ten obrazek dał mi nadzieję na odnalezienie prawdziwych Perełek Bałtyku.


Jakże piękną i bezpretensjonalną instalację artystyczną skomponować można z kilkunastu cegieł! Goście pobliskiego ogródka z przyjemnością zawieszą na niej wzrok. Bliższa inspekcja przekonała mnie, że Gdańsk jest równie przyjazny czworonogom, co Dźwirzyno. 

Pełen nadziei chwyciłem moją ukochaną towarzyszkę mocniej za rękę, udaliśmy się w stronę wyspy, o której dotąd dane mi było tylko czytać. 

Wikipedia w manipulatorski sposób przedstawia Wyspę Spichrzów, zamieszczona w artykule o niej fotografia przedstawia budynki dawnych spichrzów odrestaurowane w nudny, przesadnie dostojny i nieprzyjemnie sterylny sposób:


Serce me urosło, gdy zaledwie kilkadziesiąt, może sto metrów od Długiego Targu ujrzałem ten kojący miejski pejzaż:


Wiedziałem już wtedy na pewno, że historia Wolnego Miasta jeszcze długo nie będzie zapomniana. Spichlerze na wyspie zamiast numerów nosiły imiona i nazwy. Steffen, pierwszy przed którym się zatrzymałem, zachował się, jak widać na zdjęciu, przepięknie. Nonszalanckie podejście jego gospodarzy do czystości uradowało mnie, przez krótką chwilę dając wrażenie, że w foliowym worku widzę, zapewne zbiegłą z Helu, fokę: 


Nieco razi tabliczka informacyjna, przecież nawet bez niej doskonale wiedzielibyśmy, że mamy do czynienia z pięknym zabytkiem:


Podobnie jest w przypadku "reliktów spichlerza" Woli Łeb. Na szczęście profesjonalnie zainstalowana elektryka, dające poczucie bezpieczeństwa kraty i namalowane, zapewne przez najwybitniejszych przedstawicieli street-artu, graffiti równoważą szpetotę tabliczki: 


Piękno Wolego Łba sprawiło, że mój własny nadął się do rozmiarów przynajmniej łba cielaka wchodzącego w okres dojrzewania. Postanowiliśmy wracać. 


"Są rzeczy znane i nieznane, a między nimi stoją drzwi". Jim Morrison nie mógłby sobie wyobrazić lepszej ilustracji swoich słów. Przekonajcie się sami, odwiedźcie ulicę Chmielną na Wyspie Spichrzów w Gdańsku, ja nie umiem tego opisać.

W drodze powrotnej zauważyłem coś, co umocniło moją wiarę w estetykę współczesnego marketingu - oto jak Telepizza przepięknie ozdobiła nudną i ponurą kamienicę. Czy można sobie wyobrazić bardziej kreatywny sposób na umieszczenie baneru w tej sytuacji? Cieszę się, że promocje i oferty są tłuczone do głowy tępemu klientowi tak obrazowo i konsekwentnie:


To wszystko na dziś, niestety (a dla Was na szczęście) targany wzruszeniem nie mogę pisać dalej. W następnym odcinku przekonacie się o niepowtarzalnej malowniczości Gdańskiej Mariny, zobaczycie jak wygląda najpiękniejsza tawerna świata, poznacie znakomity kunszt restauratorów - w obu znaczeniach tego słowa. 








niedziela, 7 kwietnia 2013

Perły Bałtyku

Weekend spędzony w Trójmieście okazał się, oprócz niezapomnianych wrażeń krajoznawczych i kulinarnych, inspiracją do stworzenia tego bloga. Polskie wybrzeże niewątpliwie większości z nas kojarzy się z wypoczynkiem, kąpielami słonecznymi na przepięknych plażach, z kolonijnymi miłościami, obietnicami "na pewno napiszę" składanymi z ręką na sercu przy wymianie adresów, chwilę przed powrotem do Kutna.

Smażalnie, automaty, całodobowe sklepy, serek wiejski za 4 PLN, wata cukrowa, pop-corn, amerykańskie lody (włoskie to już nie to), ziemniak przerobiony na spiralną czipsofrytkę, stragany z przepięknymi pamiątkami - to dłuższy temat, ale pozwolę sobie wtrącić, że gipsowa mewa siedząca na plastikowym barometrze to zaledwie jeden z miliarda wysmakowanych bibelotów. Wykwintne restauracje lub małe urocze punkty gastronomiczne, serwujące potrawy z całego świata (chociaż Włochy i Turcja zdają sie niezaprzeczalnie dominować), przygotowywane z najświeższych składników przez wytrawnych kucharzy, co w pełni rekompensuje i tak przecież konkurencyjne ceny.

Na wybrzeżu przebywam często, ponieważ szum fal, dźwięki automatów, dyskotek i wieczornego karaoke zawsze uspokajają mnie i koją, a widok wznoszących się ku niebu chińskich lampionów wzrusza i skłania do refleksji nad ulotnością i kruchością bytu, kiedy płonący kawałek papieru niknie na rozgwieżdżonym, sierpniowym niebie.

Chciałbym podzielić się z Wami najpiękniejszymi zakątkami i widokami napotkanymi w różnych miejscach polskiego wybrzeża. Dziś pierwsza porcja zdjęć najprawdziwszych Pereł Bałtyku, na początek dowód wspaniałych przemian - niegdyś mała rybacka wioska, obecnie kurort z pięciogwiazdkowymi hotelami - Dźwirzyno, zlokalizowane zaledwie godzinę spaceru na zachód od Kołobrzegu.


Autor reklamy zapewne nie przewidział, że piękno tego budynku ośrodka wypoczynkowego przyćmi jej przekaz.


Ośrodek Jantar może nieco onieśmielać, fasada budynku wprost informuje, ze telewizja satelitarna to tylko jeden z luksusów na europejskim poziomie. W środku stylowe i klimatyczne wnętrza.


Do dyspozycji gości jest także wypożyczalnia rowerów, o czym właściciel informuje w niekonwencjonalny i wysublimowany sposób. Jedynym minusem Jantara jest położenie na wydmie wśród karłowatych sosen. Wieje od morza. Poza tym nic tylko rezerwować.


Dźwirzyno, jak przystało na Perłę Bałtyku jest przyjazne czworonogom wszelkich gatunków, co potwierdza również następne zdjęcie:


A wszystko to zaledwie na odcinku 200 metrów głównej ulicy tego kurortu!



Tak samo jak ten przepiękny ośrodek. Dawniej zapewne cieszył wyłącznie pracowników państwowych zakładów pracy, obecnie dzięki dobrodziejstwu prywatyzacji dostępny dla wszystkich!

Nieco dalej natomiast:


Ale Dźwirzyno to nie tylko luksusowe ośrodki, to również świetna gastronomia w miejscach o wysmakowanym wystroju:


A dla zwolenników bliskości z naturą - pola namiotowe. Budynek recepcji jednego z nich dzięki wspaniałemu, nawiązującemu do lat '80 malowaniu w stylu multifluo przepięknie harmonizuje się z otaczającym go lasem:


W kolejnych odcinkach - najprawdziwsza Perła Bałtyku - Trójmiasto, a dokładniej malownicze zakątki Gdyni i Gdańska.

A może Wy również chcielibyście się podzielić najbardziej malowniczymi obrazkami polskiego wybrzeża?